czwartek, 26 lutego 2015

Poczekajka Rozdział I

Zaczynamy! Jako pierwsze pod lupę analizy idzie "Poczekajka" autorstwa Katarzyny Michalak. Dlaczego literatura kobieca? Przeczytajcie sami.


O Czarnym Księciu prosto z marzeń, sabacie, na który trafić nie można, i trzonku od sekatora, co przytomności pozbawia


Zaszedł ja od tylu.
A można zajść od przodu?
Cicho. Jak wojownik  plemienia Czukczów, Dakotów czy jakoś tak. Zresztą Patrycje, zaczytaną, oderwaną od lecznicowej rzeczywistości, bujającą wśród czarów zaklęć i uroków, nietrudno było podejść.Prawdopodobnie nawet trąby jerychońskie musiałyby się bardzo wysilić, by zwrócić uwagę uroczej pani doktor.
Uroczej, zapamiętajcie to. Zresztą, gdybyście zapomnieli nie martwcie się,  autorka będzie nam przypominać o tym przez całą książkę. Oczywiście jak każda merysójka Patrycja nie jest słodka, ani urocza, mimo tego, ze autorka ciągle próbuje nam to wmówić. W następnych fragmentach dowiecie się jaka to głupia i irytująca postać.
A co dopiero jacyś tam pacjenci, obowiązki wiceszefowej, praca... Jaka znów praca?! Tu! Klepnęła otwarta dłonią w okładkę periodyku, tutaj jest prawdziwe życie!
Ta, klepnęłam to ja się w czoło, gdy to przeczytałam. Prawdziwe życie. Wyczuwam nołlajfizm, milordzie. Ja się zastanawiam jak ktoś taki przetrwał na studiach. Co tam biedne chore zwierzaczki. GAZETĘ CZYTAM, NIEWIDZI? Swoją drogą ciekawe, jak dostała tą prace. Serio, jak przeszła rozmowę kwalifikacyjną.
Hej, jestem urocza Patrysia i mam tytuł, to jutro na którą mam przyjść, hihi? Mniej więcej by to tak wyglądało.

WTEM!
 Pojawia się adorator.
Własnie to prawdziwe życie wyrwał z rak Patrycji Ten Wstrętny Artur, w skrócie TWA.  Rzuciła się nań z pazurami jak kotka broniąca swych... Nie, to oklepane porównanie.
NO SHIT SHERLOCK. Wreszcie ktoś się zorientował, że nie jest dobry w porównania i przenośnie.
Swoją irytuje mnie tu takie rozmyślanie narratora, niby mają być śmieszne, a jednak nie. takie rozmyślanie nie irytowały by mnie ta bardzo, gdyby to była narracja pierwszoosobowa.
Hmpf. Oklepane to jest Ten Wredny Artur, Który Może Nie Jest Tak Naprawdę Wredny.
Jeszcze raz. Rzuciła się na niego jak... jak... no, jak rozbitek tkwiący piaty rok na zaludnionej nim jedynym wyspie, któremu wyrywano ukochana lekturę.
-Co ty czytasz, wariatko?! - TWA spojrzał na okładkę i prychnął na pól z rozbawieniem, na pól z ironia - "Wiedźma Polska", no cóż by innego...
Ha! Nie tylko ja uważam, że główna bohaterka zamiast badać, powinna pójść się badać.
Dalej Patrysia, jak na szanującą merysójke przystało, przechodzi w tryb sekutnicy-bez-humoru, a Artur podrywa ją na podstawówkę- czyli jak się domyślacie śmieje się z niej. 
Cóż, ja tez nie traktowałabym poważnie osoby, która opierdala się w pracy i czyta czasopisma okultystyczne, które uważa za ..NAJPRAWDZIWSZĄ PRAWDĘ.
Mhm, "Wiedźma Polska". Czytała Fakt jak nic, tylko udaje.
Złapała lancet, by zadźgać sukinsyna, ale ten, wciąż się śmiejąc, zamknął się w swoim gabinecie. Ze tez musiała czytać to cholerstwo, gdy tylko kupiła... Szit! Szit! Do końca życia Ten Wstrętny Artur będzie sobie z niej dwo- rowal (??)!
Nie dość, że głupia to jeszcze niezrównoważona. Może i podryw Artura nie jest najwyższych lotów, ale główna bohaterka też nie zachowuje się jak na swoje dwadzieścia pięć wiosen przystało. Zamiast zignorować woli robić dramę, zawsze mogła zamknąć się w toalecie i tam dokończyć czytanie. Przecież i tak w tej chwili się obijała.

 Już chyba wolała, kiedy pędził życie rozpieszczonego synalka bogatego szefa z dala od lecznicy, clubbingujac co noc, a potem śpiąc do wieczora (innymi słowy: nie istniejąc w Patrysinej rzeczywistości), niż jak udawał lekarza, czając się pod drzwiami jej gabinetu, obserwując skrycie każdy jej ruch i przyprawiając o zawal serca niespodziewanym pojawianiem się, wtrącaniem we wszystko tudzież głupimi komentarzami.
Specjalnie wam to pogrubiłam, żebyście zapamiętały ten fragment. Później okaże się, ze w gruncie rzeczy to przyganiał kocioł garnkowi. Poza tym Patrycja też udaje lekarza.
Clubbingując na densflorze… hue hue hue.
Bla, bla, bla...Artur próbuje przeprosić sfochowaną dziewczynę, przy okazji ją wyrwać. Patrysia sygnalizuje mu, że może się w nos pocałować.
-Stać mnie, to imprezuje.
Szlachta się bawi, na koszta nie patrzy.

Najwyraźniej trafiła w czuły punkt przeciwnika.
-Twojego ojca stać, nie ciebie. - Uśmiechnęła się ironicznie. - Ty, nierobie, nawet na kufel piwa od roku nie zapracowałeś.
Artur odepchnął dziewczynę od siebie i wycedził:
-Wiec może ty, wiedźmo, zabierzesz mnie na sabat?
Cisnął w nią gazeta i wyszedł, trzasnąwszy drzwiami tak mocno, ze plakat reklamujący szczepionkę spadł ze ściany.
Cóż, Artur mimo wszystko nieładnie się zachował. Niemniej jednak wcale się mu nie dziwię skoro jak się dowiemy z następnych rozdziałów, Pati jest jedną z ostatnich osób, które mogą mu zarzucić:
a)dostanie pracy po znajomości b)życie na utrzymaniu rodziców.Bohaterka jedzie na wcześniej wspomniany sabat, a raczej pałęta się koło miejsca, gdzie ma się odbyć.
Kto dzisiaj NIE DOSTAŁ pracy po znajomości? Po co drążyć temat? Zresztą, nie on jeden żyje na utrzymaniu rodziców. Prawda jest taka, że tak było, jest i niestety będzie. Deal with it and burn this book asap.
[…]
Patrycja siedziała wiec w parku, z coraz większym zniechęceniem patrząc na kolejny pekaes wypełniony zapewne sabatowiczkami, gdy... aż krzyknęła z zaskoczenia: przed nią, tam, gdzie jeszcze przed chwila nie było nic, a przynajmniej nic godnego uwagi, stała kobieta w długiej sukni I czarnego aksamitu. Kocie oczy mrużyła w przyjaznym uśmiechu. Długie kasztanowe włosy, w promieniach zachodzącego słońca płonące czerwienią, splecione w niedbały warkocz, miała przerzucone przez ramie. Nie można było powiedzieć o nieznajomej, że jest piękna a jednak emanowało z niej jakieś dostojeństwo, szlachetność czy może tajemnica - które sprawiały, ze nie dało się minąć nieznajomej obojętnie. Również przepiękny medalion na jej szyi - kamień oprawiony w srebro - przyciągał wzrok.
Czy powyższy opis wam się z kimś nie kojarzy?

#KAŚCEPCJAPOCZĄTEK

Pekaes. Pekaes. PEKAES.  Ale mnie się nie kojarzy :v
Bo jeszcze nie wiesz, co to "Rok w Poziomce":3
-Na sabat? - Było to raczej stwierdzenie niż pytanie.
Patrycja potaknęła gorliwie, odrywając oczy od medalionu.
-Chyba nie myślałaś, ze podamy prawdziwy adres? Po prawdzie, Patrycja tak własnie myślała.
Czarne jest czarne, a białe jest białe. Tak jak kiwi kiwi kiwi. Znaczy się człowiek, człowiekowi wilkiem a kiwi kiwi kiwi.
-Jeszcze by się jakichś oszołomów nazlatywało... - Nieznajoma wykonała niesprecyzowany ruch ręka.
Za późno, już się nazlatywało.
Jak można potaknąć gorliwie. Jak. Mogła od razy oderwać wzrok i kiwnąć głową. Ale nie, lepiej potaknąć gorliwie. RIP opisy bez wybuchów.
-Potrzebna ci miotła i kot! - Dźgnęła palcem powietrze, po czym... zniknęła tak nagle, jak się pojawiła.
Miotła i kot, powtórzyła dziewczyna w myślach, gapiąc się z niemądrze otwartym ustami w miejsce, gdzie jeszcze przed momentem stała czarownica. Otrząsnęła się po chwili, tocząc ciężkim wzrokiem po parku, aż wreszcie jej spojrzenie zatrzymało się na dziadku zamiatającym alejkę. Twarz dziewczyny wykrzywił paskudny uśmiech. Dziadek, widząc to spojrzenie i ten uśmiech, przycisnął miotle do piersi jak najcenniejszy skarb i zaczął uciekać, Patrycja dopadła go jednak bez trudu...
Wątek komiczny robisz to źle, bardzo źle. Serio sytuacja zamiast być śmieszna jest żałosna. Serio, Patrycja to nie tylko dysmózg, ale też ordynuska bez wyobraźni. Ukradła, a wręcz siłą zabrała miotłę staruszkowi, który wykonywał swoją prace, bo nie przyszło jej do głowy, że może:a)poprosić o pożyczenie.b)kupić w sklepie,  kurde nie wierze,  żeby w sklepie nie było można znaleźć miotły, nawet na prowincji. A nawet jeśli to..c)ruszyć głową i skonstruować prowizoryczną miotłę z kijka, gałązek i sznurka, zwłaszcza, że obok był park w którym od zatrzęsienia patyków.Wymyślenie wyjścia z tej sytuacji zajęło mi trzy sekundy.
Wyjścia wyjściami, logiczne. Ale biorąc pod uwagę pseudoreakcję opisywanego staruszka, wychodzi na to że nie pierwszy raz spotyka się z podobną sytuacją. I pewnie jakieś randomowe przyszłe wiedźmy na pewno napadły do niego i zabrały mu miotłę. Lancypudry. Nie wiedźmy.
Przyciskając miotle do piersi jak najcenniejszy skarb,

Ba-dum-tss!
MAH PRESZYS.
Patrycja stała przed drzwiami lecznicy dla zwierząt, zastanawiając się: wejść czy nie.
Musisz ją zajść od tyłu. Jak Czukczuki czy coś. Tak, mowa o lecznicy.
No, same kłody pod nogi jej dzisiaj rzucają; najpierw zmuszając do rozboju w biały dzień, potem do bezowocnych poszukiwań kota chętnego na sabat.
Zmuszając ją do rozboju..
Panie władzo, ja wcale nie okradłam tego mieszkania, to mój diler mnie  zmusił, żebym spłaciła swe narkotykowe długi. Ja wcale nie chciałam, jestem niewinna i tak w ogóle, to nie mam swojego rozumu.
Zmuszając. Do. Rozboju. Serio? Nikt Cię nie zmuszał, dostałaś questa, ale jak go po dyletancku zrobiłaś to drop będzie słaby i dużo expa nie dostaniesz. Czy coś.

Niestety, kotów w tym miasteczku nie uświadczysz. Zapewne wszystkie bawiły obecnie na tajnym wiedźmińskim zlocie, żłopiąc nalewkę z waleriany i gawędząc leniwie z czarownicami, choć to nie Wigilia.
 Zdradzę Ci sekret, słonko. W Wigilie też nie gadają..
Wiedźmy katoliczki!
Cykl Mopsa "the moar ju noł"
Nalewka z waleriany jest lekiem na... Skurcze przewodu pokarmowego oraz zaburzenia układu nerwowego i układu sercowo- naczyniowego. Skutki uboczne nie są miłe, polecam poszukać coś na ten temat. Jakoś nie widzę, żeby po przedawkowaniu leku można swobodnie gawędzić. Przede wszystkim jak masz zawroty i bóle głowy. I jesteś zmęczony/a. I masz bóle brzucha. I nudności. Wymieniać dalej?
Wiadomo, nalewka z waleriany brzmi bardzo fantasy, ale bez przesady.
Zdecydowana na wszystko, pchnęła drzwi lecznicy. Owionął ja znajomy zapach medykamentów i zwierzęcego strachu.
-Na sabat? - zapytał z dobrodusznym uśmiechem lekarz. Czy oni tutaj powariowali?! Patrycja spłoniła (????!!) się po cebulki włosów. Cale miasteczko wie, ze na sabat przyjechała?! Widać to po niej, czy co? No, okej, trochę widać: czarna suknia, rozwiane włosy, medalion, no i ta cholerna...
A nie przyszło Ci do głowy, głuptasku, że to może taki ich coroczny event? Zaraz, zaraz, czy ona właśnie nie weszła do lecznicy by wykraść z niej jakiegoś biednego, chorego kota, tylko po to by ona mogła spełnić swoją zachciankę. Pani weterynarz, pani taka empatyczna...
Tak ubrana to albo po adopcję albo po adopcję a nie sabat, plażo.
Chyba, że miała nadruk na koszulce „Na sabat jadę, nie wiem gdzie ale jadę”. Comic Sansem.
-Potrzebny pani kot do kompletu? - Wskazał broda nieszczęsną miotłę. Patrycja zdobyła się jedynie na słabe skiniecie głową. - Pożyczę swojego. Pafnucy uwielbia latać.
Można kulturalnie załatwić sprawę?


-Mam się odbić? - Spróbowała, czując się jeszcze bardziej głupio. Tak to robił Harry Potter. Niestety, nie była Harrym... Mając w oczach łzy rozczarowania, zamarła nagle bez ruchu.
Nie no ona chyba nie wierzy w te bujdy. I droga ałtorko nie mieszaj do tego Harrego, on ma przynajmniej klasę.
Harry ma kasę. Bliznę. SOWĘ, PLAŻO. Przyjaciół. WSZYSTKO.
Ktoś przedzierał się ku niej przez chaszcze. Może to obrabowany dziadek?! Nie odda miotły póki sil!
Nie dam ukraść właścicielowi ukradzionej mu rzeczy! Niestety to nie dziadek, a AutorKa…poznana wcześniej czarownica, która nie może uwierzyć, że bohaterka jest taką ignorantką. Okazuje, się bowiem, że skombinowanie miotły i kota było sprawdzianem determinacji
-Chce odnaleźć Amrego.
-A szukałaś w schroniskach dla zwierząt? - zapytała kobieta ze współczuciem.
-To nie pies, to mój Wymarzony Ukochany! - wykrzyknęła Patrycja świecie oburzona. Amre... W schronisku dla zwierząt... No, tez coś! - Tak go roboczo nazwalam.
Wcale nie dziwię się, reakcji czarownicy mi to imię też wydało się dziwne.
Zrobiłam mały risercz pod kątem tego co ma znaczyć. Na pierwszej stronie poświęconej znaczeniem dziecięcych imion znalazłam:
 ,,When naming your baby Amre, it's important to consider the gender of the name itself. When people look at the name Amre, they might ask the question, "is Amre a man or a woman?", or "what is the gender of the name Amre?"
Lol.

Natomiast na innej pisało, ze imię Amre jest wariacją od arabskie imienia Amr, co oznacza życie.
To ona chce miotłę z kotem i lecieć na sabat czy kochanka? Zgubiłam się. Halp.
AMRE = DŻENDER. Wiedziałam!
To je Poczekajka, tego nie ogarniesz.
-Aaaa... Wiec chcesz sobie wyczarować nowego kochanka?
Dziewczyna przytaknęła gorliwie.
-No cóż... Skoro musisz... Będziesz musiała wykazać się wiara i odwaga.
Nieznajoma przedstawia się jako Berenika. Oczywiście zachwyca się swoją podopieczną, bo jakżeby inaczej, prawda? A wracając do tematu, to..
Ja bym radziła po prostu ruszyć dupę, przestać się użalać nad sobą i wyjść do ludzi. Poza tym serio czy główna bohaterka naprawdę, chciałaby za pomocą magii kogoś zmusić do tego, by ją kochał.
Wiesz, Sucherbergu. Niektórzy kupują AirMaxy i chcą zaliczyć. Ona woli użyć magii.
-Moja droga - tym razem jej uśmiech zrobił się protekcjonalny - tutaj nie zlatuje się byle kto, co to karty potrafi rozłożyć czy w szklana kule godzinami się gapi, aż mu oczy wypływają i mozg się lasuje.
Tak, tak właśnie myślę, sorry, ale moje trzecie oko- zwane powszechnie umysłem ścisłym- nie pozwala mi wierzyć w takie jarmarczne dyrdymały.
Spotkasz dziś śmietankę polskiego wiedźminstwa, co przyszłość potrafi przepowiedzieć ot, tak! - Pstryknęła palcami i roześmiała się, ale tym razem był to śmiech tak sympatyczny, ze Patrycja zawtórowała jej z wyraźną ulga.

Błagam, Wiedźminów do tego nie mieszajcie, choćby skały srały AutorKasia nie zostanie Sapkowskim w spódnicy. Do pięt mu nie dorasta. 
Okazuje się, że Patrycja jest wyznaczoną przez los następczynią Matyldy- wiedźmy, która odeszła z kręgu. Kiepskich popkulturowych żarcików część dalszy, bohaterki przychodzą na liba..sabat znajdujący się w starym dworku. Patrycja upija się i prosi wiedźmy o pomoc w odnalezieniu ukochanego.
Po wszystkim budzi się skacowana na ławce w parku znaleziona przez patrol policji. Dziewczyna na początku myśli, że to był sen, ale potem znajduje medalion, który jest pamiątką po sabacie.
Co. Ja. Przeczytałam.
                                                                                                                                                             Pod kryształem górskim oprawionym w srebro, widniała sentencja; "Bądź wierna, Idź". To nie był sen.
W blasku świecy litery zdawały się płonąć żywym ogniem.
Ho-ho-ho! Frazeologio! Mówi się, ze coś kogoś piecze/pali żywym ogniem! 
Patrycja rozmyśla w mieszkaniu nad znaczeniem słów, a że myślenie  nie jest jej mocną stroną, próbuje zdać się na magię.  W międzyczasie poznajemy psa Patrycji-Pandę.
-Weź cukru naparstek, dwie garstki soli, z nimi m wschód idź- po kiego grzyba? - Patrycja zdumiała się głośno. Panda-pies podniosła ucho. - To nie do ciebie, Pandzia. Czytajmy dalej, niczemu się nie dziwiąc. Ciekawe, jak daleko na ten wschód, bo nie precyzują, A wpierw do spowiedzi - nie no, rady dla czarownicy... Wahadełko ładnie proś, potem kręć do woli, sama się nie turbuj, niech się ono biedzi. Ten przepis mi się spodobał - wykrzyknęła. Cukier, sol i wahadełko. Spowiedź i wschód innym razem...
A z piciem krwi miesięcznej próbowałaś? Dlatego właśnie jestem sceptyczna jeśli chodzi o magię, a magia miłosna mnie w ogóle odrzuca, bo to takie próbowanie wmuszania miłości w kogoś. Wahadełko nakazuje szukać miłości w Kiełbonkach. Kończy się na tym, ze ta sierota przyjeżdża tam i po prostu czeka, bo to książę ma się zjawić i ją zauroczyć, nie odwrotnie.
Ziiiuuuuu... Ziiiiuuuu...
Onomatopejo, pliz..
Ziuu w książce jeszcze nie było. Pozdrawiam edytora i wydawców.
Co gorsza, z Kiełbonek nie było także ucieczki -jak już do nich trafiłaś, musiałaś tam pozostać, bo jedynym połączeniem z cywilizacja był autobus, którym Patrycja własnie przyjechała. Wracał nazajutrz i gdyby nie sympatyczny kiełboniak ze stacji paliw, który wynajął niebodze pokój za jedyne sto złotych, dziewczyna nocowałaby na przystanku.
Gdy w końcu wsiadała do autobusu, niemal ucałowała kierowce.
Czemu Patrycja nie pojechała autem, skoro jak się dowiadujemy z następnych fragmentów, je posiada. Po drugie czemu nie ruszyła głową i przed wyjazdem nie znalazła informacji, o tym jak może wrócić do domu? Co ona myślała, że jak  nawet znajdzie księcia z bajki, to zostanie tam na wieczność?
Bo ma miotłę. Mogła w sumie polecieć na miotle. Albo nie, bo jeszcze nie jest do końca wiedźmą…
Amre nie jest kiełboniakiem. A wahadełko jest głupie.
Patrycja dalej próbuje szukać tróloffa, ale kończy się to tak samo jak poprzednio. Postanawia szukać miłości swojego życia po wschodniej stronie granicy.
Tym ostatnim razem wylądowała w... szpitalu. Choć po prawdzie miejscem docelowym była Ukraina, bowiem atlas otworzył się Patrycji na stronie setnej, a palcem trafiła (doprawdy mogłaby przedtem podejrzeć) w okolice Rymaczi.
Hmm... Amre nie jest kiełboniakiem, nie jest świniarówczykiem, nie jest tokarczykiem, nie jest wylazyjczykiem, wiec możne jest... rymaczijczykiem (rymaczem?)

Mieszkańcem. Rymaczi.
Namierzywszy cel na mapie, Patrycja zaopatrzyła się w suchy i mokry (bo upal był, jak na maj w strefie umiarkowanej przystało, nic z tej ziemi) prowiant, nowa porcje nadziei i paczkę psiej karmy dla Pandy-psa. Dosiadła swego srebrzystego rumaka (czytaj: forda z prawie sprawna klimatyzacja) i ruszyła na spotkanie z przygoda.
Biedny pies, musi jechać w upale-co prawda klimatyzowanym aucie, ale słońce przez szybę i tak potrafi przygrzać jak cholera- bo jego pani ma widzimisię. Czy Patrycja nie mogła zostawić psa w mieszkaniu tak jak ostatnio, tylko musiała go ze sobą ciągnąć. A tak w ogóle to gdzie Patrycja zostawiała psa  podczas ostatnich wycieczek?
Granice w Dorohusku przekroczyła już następnego dnia rano, rycząc na cały głos z wyjącą jej do wtóru suka: Laly, aj mister lalyt aj hew nolbady ool maj oooooooln. Celnik, patrzył na nią podejrzliwie, wysłuchał mętnych wyjaśnień typu; "zapragnęłam zażyć kąpieli w tym pięknym, czystym jeziorze...eee... jak mu tam było... niech sprawdzę... w Jagodzińskim! No własnie! Jagodzińskim" -
Bardziej wiarygodnego wytłumaczenia nie mogłaś znaleźć? Na przykład powiedzieć, że jedziesz odwiedzić koleżankę z studiów? Przecież widać, że coś kręcisz.
Rozpoznanie śpiewanego utworu zajęło mi godzinę. Nie mogłam połapać, że to Akon. >klik<

Patrycja przekracza granice, lecz także ma pecha. Kupidyn bowiem okazał tego dnia litość nad ukraińskimi chłopami i żaden nie został postrzelony miłosną strzałą w rzyć.
Wracając do tematu: granicę przekroczyła rano. Poszwendała się po Ukrainie do południa i pod okiem tego samego celnika - "Jak tam kąpiel? Udana? Hehehe" - wróciła na łono ojczyzny. Cokolwiek zrozpaczona. Oraz wściekła i zła.
No nie wiem, może tróloff, jak przystało na normalnego człowieka, pracuje?
Ktoś powinien stworzyć słowo, określające postawę bohaterki, która oczekuje, że wszystko spadnie jej z nieba, zachowując się przy tym jak tępa dzida.
Nie w smak jej było wracać do wiezienia, jakim zdała się jej nagle być Warszawa.
To się wyprowadź złotko. 
Bohaterka wpada w panikę, że za  parę lat stanie się zwariowaną, starą panną z milionem yorków i kotów. Nie widzę w tym nic strasznego, wole być starą panną niż szukać sobie faceta na siłę.
Patrycja decyduje się wracać na skróty, czyli przez lasy i chaszcze,  dwa razy dłuższą drogą, bo tak.

WTEM!

Śpiewała właśnie razem z Panda-psem Leca, bo chcą, gdy samochód zakrztusił się i stanął. Nie chciał dalej lecieć.
O losie, losie... Za co?! Za co mnie doświadczasz tak ciężko?! Patrycja po raz kolejny obchodziła piekielna maszynę, co i rusz kopiąc ja w koło - tak, jak to widziała na filmach. Z tym, ze na filmach po paru kopnięciach samochód ruszał.


Po chwili udało się Patrycji podnieść maskę, rozgonić ręka kłeby pary, wydobywające sie z rozwartej paszczy auta, i zajrzeć - z nieukrywaną ciekawością- do środka  
Też oglądam filmy i podpowiadam: MOŻE TO CHŁODNICA?! 
Swoją drogą, czemu autorka wybrała najbardziej oklepany motyw na awarię samochodu? Nie wiem, paliwo jej się nie mogło skończyć, koło przedziurawić, akumulator zepsuć.
Ostatni raz oglądała to, co kryje się pod maska, przy zakupie forda, a i wtedy patrzyła raczej na taka fajna część, co robiła "ping!", a nie na to, co pokazywał sprzedawca. Teraz wiec powtórnie podziwiała tę fajną część, co robi "ping!", i dopiero skowyt Pandy-psa, zamkniętej w dusznym wnętrzu, sprawił, ze dziewczyna oprzytomniała.

No nie mogę, serio ałtorko, serio?! Podoba Ci się powielanie stereotypów o kobietach i robienie z bohaterek taki głupich gąsek, które kupują autko, bo ładne?
Wyjdź z tego auta, ale wypuść psa. I rzuć się z mostu. Powiadam. Tylko wcześniej psa oddaj w dobre ręce.
Zebrała do kupy informacje, którymi dysponował jej ścisły umysł:
CHYBA W TWOICH SNACH.
Ścisła to jest moja przepona jak parskam śmiechem.

1. Samochód jest niewątpliwie zepsuty.
2. Znajduje się. w samym sercu puszczy.
3. Jest głodna, pies tez, chce im się pic i wyć.
4. Komorka - no jakżeby inaczej! - nie ma zasięgu.

W takiej sytuacji należy iść na północ, czyli tam, gdzie na drzewach rośnie mech. Mech rośnie po stronie północnej czy południowej?
Czy bohaterka nie jest przypadkiem weterynarzem i powinna ogarniać wiedzę z przyrody  na poziomie 4 klasy podstawówki?
Kurcze, trzeba rzucić moneta. Orzeł, a więc na północnej...
Dywagacje Patrycji na temat marszruty przerwał dźwięk coraz natarczywiej domagający się jej uwagi. Był to warkot traktora.
Stanęła pośrodku dróżki, gotowa zatrzymać pojazd nawet za cenę życia. Zamachała rozpaczliwie rękami. Traktor zawarczał zdumiony, by po chwili znieruchomieć. Z jego wnętrza wykaraskał się... Ha! I tu powinien się pojawić elf, A najlepiej elfi książę.


Już sobie wyobrażam reakcje przeciętnego elfa na jej widok.

Uwaga! Zaraz dojdziemy do motywu, który zadecydował o tym, że zaczęłam analizować tą ksią..Tfu! Ksionżke.
Ale "życie to nie je bajka"; z wnętrza wykaraskał się chłopak mniej więcej w wieku Patrycji, w czarnym berecie z antenka (mimo trzydziestu stopni w cieniu) i szarej pikowanej kamizeli made in PRL.  
Jaka księżniczka, taki książę? 
Poza tym autorko, pikowana kamizelka i beret na upał?
~O~CZY~WI~ŚCIE!
 Ktoś tu ma dziadowskie pojęcie o wsi? Nie zdziwiłabym się gdyby miał czapkę z daszkiem i podkoszulek, ale to?

#stereotypowawiestypowejmichalak

Hm, a może Merysójka jest tak naprawdę na Łotwie i to wszystko to tylko halucynacje z niedożywienia?
Brak mi słów. Merysójka.
Miał ci on mila, pucołowatą twarz zroszona potem, oczy jak węgielki i ręce jak dwa bochny chleba. Jednym słowem, sprawiał całkiem mile i swojskie wrażenie, a Patrycji ani przez moment nie przyszło do głowy, ze znajdują się sami w lesie oraz ze może stać twarzą w twarz z gwałcicielem nieletnich.
Droga Ałtorko, proszę. Aluzje co do tego, jak młodo wygląda merysójka robisz to źle.
Poza tym, to że wygląda sympatycznie decyduje o tym, czy jest zboczeńcem czy nie? I rozumiem, że jak ktoś ma brzydką twarz to 100% kryminalista. Chłopak pomaga dziewczynie i holuje jej auto przez las. oczywiście w międzyczasie ałtorka raczy nas pseudogwarą i stereotypowymi zachowaniami prowincjuszy.

WTEM!

Pati dostrzega ukrytą w lesie ruinę..To znaczy domek ze swoich marzeń i...Jak przystało na osobę o jej ilorazie inteligencji wyskakuje z auta. Serio, czy nie przyszło jej do głowy, że autko może sie władować w drzewo? Z Panda-psem w środku? Janek zauważa, że Patrycja zniknęła. Ucieka z krzykiem po ratunek do swoich kumpli, bo myśli, że bohaterka zamieniła się w…

-A nie mówiłem! - szepnął Janek, a w szepcie tym zabrzmiał triumf. - Miedźiedź!
#WHAT_THE_FUCK?! Poza tym: wschodnia gwara robisz to źle.
Brak mi słów. I ja widziałam jakąś dziewczynę zaczytaną w Michalak w autobusie. O Boże, Boże, Boże, Bożenkoooo…..
Wąsacz poklepał go z uznaniem w ramie. Szykowało się niezłe polowanko.
Tak zastała ich Patrycja wracająca spod chatki. Nie potrafiła opanować podekscytowania, ale widząc zaaferowanych czymś, poszeptujących miedzy sobą, uzbrojonych w młotek, siekierę i widły, mężczyzn - jakoś specjalnie nie zdziwiła się, że jest ich trzech, a był jeden - zwolniła kroku, pochyliła się jak i oni, po czym - ponad ich ramionami - wyjrzała zza traktora.

Tak, pewnie. Bronią krótkodystansową do niedźwiedzia, kiedy ranne zwierze może wpaść w szał. Sorry, ale nie.
-Co jest? - - zapytała cicho. Mężczyźni wrzasnęli. Wrzasnęła i ona.
Chyba jedyny zabawny cytat lektury.
Panda-pies, zasiadająca za kierownica forda, rozszczekała się jak nawiedzona.
Przez chwile wszyscy czworo, nie licząc psa, przyglądali się sobie w osłupieniu, po czym mężczyźni spurpurowieli na twarzach i uciekli wzrokiem.

-Miedźwiedź, co? - Wąsacz szturchnął Janka łokciem.
Patrycja, nic nie rozumiejąc, miała zamiar - tak jak na filmach - przedstawić się w języku na wpół migowym:
-Ja - Patrycja. Wy - kto? - ale nie zdążyła. Janek, najwidoczniej skonfundowany, wskoczył na siodełko ciągnika, dwaj jego kumple za nim. Spojrzeli wyczekująco na dziewczynę, wiec rada nierada wgramoliła się z powrotem do forda. O Chatke zapyta, gdy dotrą do centrum Poczekajki.
Na szczęście do owego centrum było blisko. Centralnym punktem Poczekajki był "Sklep Sporzywczy" (dokładnie tak: "Sporzywczy") i stojąca naprzeciw chałupa z napisem "PAB" nad drzwiami. Dwóch sprawiedliwych, wygrzewających się na ławeczce przed "Sporzywczym", przeniosło leniwe spojrzenia z butelek piwa, które dzierżyli w dłoniach, na podjeżdżający zaprzęg. Ujrzawszy srebrnego forda, wyraźnie się ożywili; jak na komendę unieśli butelki do ust i osuszyli do dna.
Proponuję pokazać ten fragment KAŻDEMU, kto mieszka na wsi. Albo ma tam rodzinę. Ałtorkasiu, kończ waść wstydu oszczędź. Taka byłaby reakcja każdego z czytających. Serio. Stereotypy tego typu przeszłyby jeszcze jakiejś 20 lat temu ale i tak nie byłyby prawdziwe. Co więcej, 20 lat temu by się nie przyjęły tak jak dzisiaj.
W sumie nie wiem o czym przed chwilą przeczytałam. Najpierw poznaje „typowego wg ałtorKasi wieśniaka”, a nagle z dupy pojawia się WONSACZ. I miedźwiedź. I obaj dają dupy i uciekają. I jest panda-pies, który nie ma pojęcia co robi a najlepiej by było jakby zamienił się w osiłka, takiego klasycznego osiłka, który wyskoczyłby z auta, przybiłby piątkę z niedźwiedziem i pozabijał wszystkich wkoło. A na sam koniec poszliby na piwo. Tak to widzę.
Nie mam pojęcia dlaczego ona uważa się za taką artystkę, ale na wszystkie mopsy świata. I to się tak przyjmuje?! Dlaczego?
Same fragmenty wywołują ból głowy i chęć zmiksowania sobie twarzy. Powiedzcie mi jeszcze raz, ile ta kobieta ma lat? Dwanaście? Ah, nie, bo pisze o gwałcie to musi mieć piętnaście. Mentalnie.
Idź się schowaj AutorKasiu, ty i te Twoje stereotypy, o wiejskich kmiotach.
Przeciętny mieszkaniec wsi POTRAFI rozróżnić dużego psa od niedźwiedzia. Ja wiem, że prawdopodobnie cudem zdobyłaś, jak się później okaże tytuł lekarza weterynarii. Ale pozwól, że  wiejska kmiotka pokaże Ci dla porównania jak wygląda niedźwiedź brunatny:

a jak rosyjski pies stróżujący:


Jak można zauważyć na powyższych obrazkach różnią się wielkością, umaszczeniem, budową ciała.
Naprawdę zrozumiałabym,  gdyby to był owczarek kaukazki, ale to…Aha. I potrafimy korzystać ze słownika poprawnej polszczyzny. 
Janek z kumplami wysypali się z ciągnika.
-Dziękuję za podwiezienie do cywilizacji. - Patrycja uśmiechnęła się przyjaźnie. - Znajdę tu jakiegoś mechanika?
-Każden tu mechanik, ale tu potrzebna raczej woda - odparł Janek.
-Woda? - zdziwiła się. - Dla psa?
O, przypomniała  sobie o psie.
-Nie, dla chłodnicy.
Ha! Mówiłam!
Patrycja jest ciekawa do kogo należy chatka, którą widziała w lesie.

UWAGA! UWAGA! CZAS NA NAJBARDZIEJ IRYTUJĄCY FRAGMENT Z ROZDZIAŁU!
-Aaaa... Chatka Wiedzmy?
-Wiedzmy? Mieszkała w niej prawdziwa wiedźma? rozentuzjazmowała się.
Nie, udawała bo lubi.
-E tam, zaraz prawdziwa. Jedno czarowanie, co jej wychodziło, to rzucanie uroków miłosnych na poczekajczan - zaśmiał się pucołowaty blondyn. Reszta mężczyzn mu zawtórowała.
-I coście z nią zrobili? Splunęła na stosie? - Patrycja już oczyma duszy widziała dramatyczna scenę: piękna wiedźma o płomiennym spojrzeniu i rozwianych kruczych włosach dumnie wchodzi na stos. Potyka się niechcący o jeden, rzuca "urwe mać!" - ale tego nie było w scenariuszu, buchają płomienie i... blondyn kreci głową:
Urwa-mać! To wyrywa się mnie co stronę, gdy czytam to coś. Tak, Patrysiu tak, tak naprawdę Poczekajka znajduje się w jakiejś dziwnej, średniowiecznej dziurze czasoprzestrzennej. O mój Thorze, widzisz i nie grzmisz?! Ile tu kretynizmów i szkodliwych stereotypów! DROGA AŁTORKO, mogłabyś z łaski swojej co chwilę nie wpajać nam na siłę Merysójka=taka ”mundra” i łagodna, a mieszkańcy Poczekajki= głupie wsioki, bez wykształcenia. Bo, heh, taka mała podpowiedź- wyszło odwrotnie. Na wszystkie szekle tego świata, jak można być tak głupią jak Patrycja,?!
Heh, brak wyształcenia, heh. Śmieszne. Mleheh.
-Została slabantową w Gotowce, Patrycje zatchnęło.
-Co to jest slabantowa?
Ta, co odpowiada za podnoszenie szlabantu. Ty lelum-polelum.
-Slabantowa to ta, co podnosi i opuszcza slabanty wyjaśnił przysłuchujący się do tej pory dryblas z wąsami. - "Dróżniczka" na to mówią w wielkim świecie.
-A dlaczego w gotowce? Kupiono ja czy co? - Niewolnictwo tu uprawiają?
Właśnie zaliczyłam headdesk.
Mój suchar alert łaskocze.
-Gotówka to miasteczko za lasem.
-Szkoda - westchnęła Patrycja. Zapowiadało się tak romantycznie, a skończyło jak zwykle prozaicznie. - A Chatka czyja jest w takim razie?
Tak, niewolnictwo i spalenie na stosie. Bardzo mi to romantyczny koniec. Dziękuje, wolę być zwykłym zjadaczem chleba.
Chatka okazuje się być bezpańska, Patrycja wyrusza do sąsiedniej miejscowości.
Pozostawiwszy samochód i Pandę-psa w dobrych rekach Janka, ruszyła na piechotę ku Gotowce, chcąc dopytać w urzędzie gminy o wymarzony domek.
Gotówka zaś jak to gotówka: nie za wiele jej, na najważniejsze sprawy wystarczy, na większe jej brak. Mile panie urzędniczki - bo tylko w takich własnie maleńkich sennych Gotówkach panie urzędniczki bywają jeszcze mile, a już dla wnoszących nieco ożywienia w codzienną rutynę warszawianek, chcących nabyć "nieruchomość rolną zabudowaną", w której ponoć straszy, potrafią być wręcz przemiłe - wytłumaczyły Patrycji, ze Chatka, owszem, możne być jej, pod warunkiem, ze wygra na nią przetarg. Na razie, coby urocze dziecko - bo Patrycja na swoje dwadzieścia piec lat nie wyglądała, a już na pewno nie w krótkich spodenkach i warkoczykach - spało spokojnie, mogą jej owa Chatkę dać w dzierżawę, a przetarg ogłosić ograniczony i z prawem pierwokupu.
Patrycja w rewanżu nakupowała ptasich mleczek - paniom w prezencie i sobie na sniadanioobiadokolacje, bo robiło się nieco późno, gdy ruszyła w drogę powrotną do Poczekajki. Po drodze opędzlowala połowę pudelka, drugą połowę dzieląc się z przygodnie spotkanymi kawkami.
Brawo! Pięknie! Owacje dla tej pani "weterynarz”. 
<bierze głęboki wdech>
CZEKOLADA JEST SZKODLIWA DLA WIELU ZWIERZĄT PONIEWAŻ ZAWIERA TEOBROMINE! 
Może zrozumiałabym, gdyby nie miała MAGISTRA Z WETERYNARII(podobnie jak ałtorka). Ale jej ignorancja przechodzi ludzkie pojęcie. 
Nie mogła kupić czegokolwiek innego...? Nie mogła. W sumie. Nic innego mi na myśl nie przychodzi.


Mijająca Patrycja kobieta na rowerze prychnęła;
"Tym miastowym to się we łbie przewraca. Do czego to podobne, żeby wrony czekolada karmić!".
WŁASNIE! Prosta kobieta, a rozumie!
 Patrycja uśmiechnęła się, zmieszana, a potem, gdy kobieta zniknęła za zakrętem, z tym większą przyjemnością rzucała kawkom kawałki czekoladek.
Jak jesteś tak cwana droga ”BOCHATERKO”, to czemu czekałaś, aż zniknie z pola widzenia. Co, nagle przybyło odwagi, gdy nikt nie widzi? 
Cool story ałtorKasiu.
Matka patrzyłaby na nią z takim samym potępieniem jak nieznajoma. I rzuciłaby taką samą uwagę.
-Macie, ptice! - Patrycja cisnęła w górę garść okruchów.
Macie, zatrujcie się, dostańcie drgawek, krwotoku i umrzyjcie!
Patrycja wraca do Chatki, przez przypadek dostaje trzonkiem sekatora od księdza, który przyszedł zbierać zioła w jej ogrodzie. Dziewczyna traci na chwile przytomność, po czym gdy ją odzyskuje przyjeżdża karetka pogotowia i zabiera ją na badania. Niestety nie psychiatryczne.